ujrzeć tego widoku, bo z kierownika pot lał się strumieniami. Biedak wyglądał, jakby miał za

subtelne drgnięcia jego mięśni. Tak jakby nie był jeszcze całkiem
więc na siebie ściągnąć? Jakim cudem mógł podpaść komuś, kogo
Poza tym nie miał żadnej widocznej biżuterii. Jego silne szczupłe ręce
Juarez się nie liczył.
po prostu nie był zdolny do nawiązania jakiejkolwiek więzi. A zresztą
wokół nosa mogą być tak pociągające. Na miłość boską, o czym on myśli? Cassidy jest córką szefa. I ma dopiero szesnaście lat. A on jest napalony jak diabli. Powinien znaleźć sobie kobietę do łóżka. Wtedy przestanie myśleć o Cassidy. Akurat. Od kiedy to możesz nie myśleć o kobiecie? Od kiedy skończył czternaście lat żył jak przeklęty - bez przerwy myślał o seksie. Zrobił sobie przerwę, zapalił papierosa i zaciągnął się. Stał oparty o twardy pień jodły samotnie rosnącej przy stajniach. Spojrzał na dom Buchananów i prychnął. Pięcioosobowa rodzina mieszkała w rezydencji, której nie powstydziłby się król; bez problemu pomieściłaby pięćdziesiąt osób. - Dziwne, że cię tu spotykam. - Usłyszał miękki kobiecy głos. Brig nie oglądając się za siebie, wiedział, że znowu znalazła go Angie. Trzeci raz w tym tygodniu. Musiał przyznać, że jest piękna. Ładniejsza niż jej młodsza siostra, ale mogą z nią być same kłopoty. Oparty o drzewo, odwrócił głowę i zobaczył, że dziewczyna, mrużąc niewiarygodnie błękitne oczy, przygląda mu się. Miała na sobie mocno wycięte białe spodenki, które ledwie przykrywały krok. Piersi wcisnęła w stanik dwuczęściowego czarnego kostiumu kąpielowego, który był o kilka rozmiarów za mały. - Co mogę dla ciebie zrobić? - Zaciągnął się camelem. Dotknęła ust czubkiem języka. - Wiele rzeczy przychodzi mi do głowy. - Przymknęła kusząco oczy, rzucając spojrzenie w rodzaju: nie wiesz, co tracisz. Przechyliła głowę na bok i czarne włosy związane w koński ogon opadły do przodu, dotykając jednej piersi. - Ale teraz trzeba zanieść drabinę do domu. Przepaliło się kilka żarówek w żyrandolu. - Mam zanieść drabinę? - Mało się nie roześmiał, bo pomyślał, że to idiotyczny pretekst, żeby zagaić rozmowę. Angie się uśmiechnęła. - Moja macocha o to prosi. Wszystko jedno, czy ty to zrobisz, czy ktoś inny. Ciebie pierwszego zobaczyłam. - Odgarnęła włosy i spojrzała na jego brudne od gnoju buty. - Lepiej je zdejmij, zanim wejdziesz do domu. Dena ma bzika na punkcie czystości. - Zamrugała oczami, odwróciła się i odeszła wyprostowana, kołysząc biodrami. Brig wziął drabinę z garażu. Przed wejściem na schody tylnego ganku zdjął buty i przez kuchnię zaniósł drabinę na korytarz. Cztery i pół metra nad marmurową podłogą wisiał kryształowo-mosiężny żyrandol. Dena była podenerwowana. Mieli się zjawić goście, a tu przepaliło się kilka żarówek, a reszta mrugała. - Nie wiem, jak to się stało. - W kącikach ust Deny utworzyły się małe zmarszczki. - Sprzątaczki powinny były mi powiedzieć. - Spojrzała na Briga i nieznacznie zadrżała jej broda. Zmierzyła go wzrokiem i jej oczy spoczęły na jego białych dziurawych skarpetach. W chłodnych oczach kobiety pojawił się cień pogardy. Brig nie przejął się jej zachowaniem. Rozstawił drabinę. Dena Miller pochodziła z biedoty. Wprawdzie nie miała cygańskich ani indiańskich przodków w swoim rodowodzie, ale była córką farmera i szwaczki. Skończyła szkołę handlową. Potem dostała pracę w tartaku Buchanana i przez kilka lat była osobistą sekretarką Reksa. Gdy ubóstwiana przez niego pierwsza żona pożegnała się z tym światem, Dena nie odstępowała wdowca. Pomogła mu się pozbierać. Stary Buchanan był zdruzgotany. Dena skorzystała ze sposobności i zbliżyła się do niego. Pobrali się niecały rok po pogrzebie Lucretii Buchanan. Osiem miesięcy później urodziła się Cassidy. Dena Miller z pewnością widziała w życiu mnóstwo dziurawych skarpet. Brig wymienił żarówki. Wiedział, że przyglądają mu się kobiety. Dena z pogardą, którą starała się ukryć, Angie z zainteresowaniem, a Cassidy, która chowała się na drugim piętrze - z ciekawością. Unikała go od paru dni, od czasu ich rozmowy przy stajni. Gdy kończył wkręcać ostatnią żarówkę, odchylił głowę i dostrzegł jej zaskoczone spojrzenie. Mrugnął do niej. Przełknęła z trudem ślinę i chociaż wyglądała jak przestraszony królik, którego w środku nocy osaczyło światło reflektorów, wytrzymała jego spojrzenie. Nie schowała się. Musiał przyznać, że jest odważna. Zeskoczył na ziemię i złożył drabinę. Angie położyła mu rękę na ramieniu, pewnie po to, by zdenerwować macochę. - Dziękuję. - Uśmiechnęła się łagodnie - Może odwdzięczymy ci się zimnym napojem? Może być cola? Albo coś mocniejszego? Tata ma w lodówce zapas piwa. Przywozi je z... - Pan McKenzie jest w pracy. Nie tyle zobaczył, co wyczuł stanowczość Deny. Chciała mu przypomnieć, gdzie jest jego miejsce. - Dziękuję. Robota czeka - wycedził przez zęby, spoglądając na Denę. - Może innym razem. Angie uniosła ładną brew. - Trzymam cię za słowo - powiedziała, dotykając palcem jego koszuli. Miał wrażenie, że pod delikatnym dotykiem jej dłoni skóra pod bawełnianą koszulą mu płonie. Zastanawiał się, czy Cassidy to widziała, ale doszedł do wniosku, że nic go to nie obchodzi. Wyniósł drabinę za drzwi. Przy garażu zauważył lśniącą corvettę. Czerwona karoseria samochodu wyglądała tak, jakby się rozpływała w popołudniowym słońcu. Przy zderzaku ze skrzyżowanymi nogami i z założonymi rękami stali Jed Baker i Bobby Alonzo. Opierali się pośladkami o błyszczącą karoserię.
emocji. Mogłaby nazwać go autentycznym socjopatą, gdyby nie to
277
mniej więcej na tym, co oglądali zeszłej nocy, może z wyłączeniem
True, popijając wodę.
dość się już naszukałam, czas zająć się własnym życiem"? Kiedy
pasie obiema rękami. Zaskoczona upuściła torebkę i klucze. Spojrzała
14
an43

Zdjął pince-nez i przyjrzał się uważnie gońcowi.

an43

an43

większość matek szczerze kocha swoje dzieci, w głębi duszy wątpił w

chwytając ustami powietrze, rozejrzał się na boki.
pod wagą, którą trzymała w ręku Temida z opaską na oczach, zawahał się trochę, bo nie od
Chciałem zaś tylko jednego: odkryć tajemnicę wiecznego... albo jeśli już nie wiecznego, to co

prawie tyle samo warta, co pozytywna.

– przez tę krótką chwilę jest przecież
wyniki testu na obecność prochu i dwie sztuki broni jako dowód. Na tej podstawie można
Quincy ułożył w stos sześć białych ręczników i wsunął między nie pistolet tak, żeby